Sarna


Od rana alarm- ranna sarna...

Sarenka musiała próbować przedostać się przez szosę- akurat pomiędzy barierkami.
Jak to sarna- w panice ( a wpada w nią zbyle powodu) zrobi wszystko żeby biec do przodu.
Nasza sarenka wcisnęła się z impetem w szczeble balustrady oddzielającej jezdnię.
Oczywiście utknęła. ani w przód, ani w tył.
Walczyła tak desperacko,że zdarła zupełnie róg racic.
Raciczki przedstawiają opłakany widok, krwawiąca, obolała miazga...
Na szcęście nadeszła pomoc- strażacy wycięli uwięzione zwierzę z prętów.
Sarenka, opatrzona, podany antybiotyk. Teraz szukamy ośrodka rehabilitacji
zwierząt który ma warunki żeby ją przyjąć i zaopiekować się długi czas- aż odrośnie róg racic....
Na razie niefortunna wędrowniczka pobędzie u nas pod opieką lekarską,
aż będzie można ją przewieżć dalej.

Tak to już niestety jest ze to, co dla nas jest wygodne
dla dzikich zwierząt stanowi śmiertelne zagrożenie.
Tak wiele ptaków ginie na drutach elektrycznych, a saren, dzików,
jeży- na szosach. Ta miała szczęście w nieszczęściu,
ale przed nią długa rehabilitacja


Sarnaa

Sarnaa

Sarnaa

Sarnaa

Sarnaa



Wiewiór


Wiewiór - wiewiórcze niemowlę przywiezione do nas w poniedziałek wieczorem.
Prawdopodobnie spadł z gałęzi i uderzył w asfalt...
leżał nieprzytomny, po chwili nawet próbował wstać lecz bezradnie kręcił się w kółko...
uszkodzona miednica i zaburzenia neurologiczne, to rezultat niefortunnego skoku...
Walczymy zaciekle o utrzymanie wiewióra przy życiu, jest bardzo dzielny i bardzo pomaga.
Na kozim mleku nabiera masy, karmiony co 2 godziny.
Prosimy o finansowe wsparcie dla wiewióra.



Wiewiór

Wiewiór

Wiewiór

Wiewiór

Wiewiór



Bociek


Wczoraj zelektryzowała nas wiadomość, że podczas remontu linii
naruszone zostało gniazdo bocianów- przechyliło się
i jeden z młodych, nielotnych jeszcze ptaków zleciał na dół
i poważnie się uszkodził, bo nie jest w stanie się poruszyć.
Biedak, rzeczywiście był porozbijany, pokaleczone skrzydła,
krwotok z dzioba, krótki , rzęzący oddech....
Kiepsko, ale póki zycia, póty nadziei.
Bociek dostał leki, został nawodniony
i przygotowany do podróży- i razem z ranną pustułką wyruszyli
w drogę do wspaniałego ptasiego raju- szpitała dla ptaków
fundacji Albatros w Bukwałdzie k Olsztyna.
Iza jechała bardzo, bardzo ostrożnie, żeby ranny bociek
jak najmniej odczuł tę podróż. Udało się!!!
Obydwoje dotarli szczęśliwie.
Pustułka ( o której niżej) była operowana
jeszcze tego samego dnia- niestety trzeba jej było
amputować fragment skrzydła- zostanie na zawsze
w tym pięknym ośrodku dla ptaków, w przestronnej wolierze,
w towarzystwie drugiej niepełnosprawnej pustułki.
Bociek- choć to brzmi jak bajka- ma szansę przeżyć,
na razie stan jego zdrowia się poprawia.
Trzymajcie za niego kciuki, a planując wakacyjne podróże
pamiętajcie o Bukwałdzie i fantastycznych wetkach
prowadzących bajkowy szpitaldla ptaków.
Oczywiście zachęcamy do wirtualnej adopcji " naszych ptaków" -
każdy wpłacony na nie grosik skrupulatnie przekażemy






Bociek

Bociek

Bociek

Bociek



Pustułka


Młoda pustułka - uderzyła w druty - ma uszkodzone skrzydło
i obrażenia na głowie. Jest osłabiona i wychudzona,
wymaga karmienia a przede wszystkim diagnostyki,
by mogła odzyskać wolność





Pustułka

Pustułka

Pustułka

Pustułka



Sarna


Telefon rozdzwonil sie przed poludniem...
Na terenie jednej z firm ochroniarze znalezli
lezaca bezsilnie sarne.dzwonili do wszystkich
instytucji jakie przyszly im do glowy ale bezskutecznie.
Nikt nie przyjedzie+dotarl tylko jeden z lekarzy wet i..
wezwal nas na po moc

Sarna jest w fatalnym stanie.Nie stoi samodzielnie,
nie je i nie pije.Dostala kroplowki, antybiotyki, witaminy,
jest w cieplym i suchym miejscu czekamy, moze sie uda....v





Sarna

Sarna

Sarna

Lisek Chytrusek


Tak naprawdę musi minąć trochę czasu zanim na tyle się zaprzyjażnimy,
  aby móc stwierdzić jakiej konkretnie płci jest lisek, który 22 listopada
  trafił pod naszą opiekę.Historia jest nietuzinkowa.
  Pewnego dnia rolnik z sąsiedniej wsi zauważył że w jego stodole schronił się
  kaleki lis.Zwierzę miało połamaną łapę, a jej części wogóle brakowało.
  Pewnie złapał się w paści które nastawił jakiś kłusownik.
  Takie sidła sprzedają nielegalnie handlarze ze wschodu na bazarach.
  Lisek chował się przed ludżmi, ale niedługo zaczął nawet poznawać "swoich"
  i nie uciekał przaed nimi- spoglądał tylko ciekawie.
  Symbioza trwała wiele miesięcy, aż do listopada- lisek podebrał kurę z kurnika!!!
  Na jego szczęście gospodarz nie był krwiożerczy- nie chciał go zabić,
  jak uczyniłaby to większość okolicznych rolników. Poprosił aby go odłowić
  i zająć się nim- kaleki lisek nie da sobie rady na swobodzie. Idzie zima.
 
 
  I tak Chytrusek trafił do fundacji.Jest ciekawskim, pomysłowym
  i bardzo sprytnym zwierzątkiem.Został czasowo ulokowany wraz z klatką
  pułapką w lecznicy obok stołu operacyjnego. Miałam zaraz wrócić i lepiej
  go urządzić, ale Chytrusek świetnie sam sobie poradził. Jego szczyplutka lisia
  łapka spokojnie mieści się między prętami klatki- chytrusek pościągał
  więc spod stołu ręczniki i ułożył się na nich, zwinięty w kłębuszek.
  Dostał więc poduszeczkę na której natychmiast się ulokował.
  Każdą nową rzecz włożoną do klatki najpierw ogląda z dystansu,
 
 
  I je, je, je- bez końca.Bo Chytrusek złapał kure w desperacji
 . Był na skraju śmierci głodowej- potwornie wychudzony.
  Podobno polował całe lato na polu na nornice, ale pewnie bez większego skutku.
  Lisy bowiem , kiedy wywęszą lub zobaczą gryzonia ,wyskakują wysoko w górę,
  wybijając się z czterech łap i spadają na zdobycz z góry- jak drapieżny ptak.
 
 
  Chytrusek z uszkodzoną, niesprawną kaleką łapą nie mógł tego zrobić- musiał
  więc długo niedojadać. do tego przyplątała się grzybica- częsta u głodujących
  zwierząt- i Chytrusek prawie doszczętnie ołysiał. Głódny, chudy i pozbawiony
  włosa nie przetrwałby mrozów.Teraz śpi na poduszce w lecznicy, a obok ustawiliśmy
  elektryczny kaloryferek. Dopiero wtedy chudziak przestał dygotać.....
 
Lisek poprawia się bardzo.Nie tylko przyytyl, juz w niczym nie przypomina
zalosnego szkieletu.Poprawia mu sie wlos i jest go coraz wiecej.
A byle czego nie jada juz+ przebiera nosem w misce, wybierajac najlepsze kaski
Nie kuli sie tez bezradnie w kacie, tylko z ciekawoscia obwachuje miske i reke.





Nie mamy niestety dobrych wieści na temat zdrowia Chytruska.
Jest osowiały, kiepsko je- dziś np niczego nie tknął a świerzb, mimo leczenia,
stale go męczy. Lisek ma całą skórę pokrytą złuszczonym naskórkiem jak pancerzem.
Wygląda na to, ze stres jakim dla dzikiego zwierzęcia jest  przebywanie
w niewoli bardzo osłabił jego odpornośc.
przeprowadziliśmy badania krwi, posiew, bad mykologiczne i parazytologiczne.
Lisek bardzo dużo pił kiedy do nas przyszedł i pije nadal- nie swierdzono jednak
ani cukrzycy, ani niewydolności nerek. Wyniki wskazują raczej na moczówkę prostą-
musimy rozpocząć podawanie preparatu adiuretin.
Na razie Chytrusek dostał advocate, sterydy, antybiotyki, biomectin, witaminy z grupy B,
dziś ponadtowszystkie pęknięcia skóry miał posmarowane Panologiem - 1 tubka 31 zł na raz!!
i został spryskany sprayem przeciwko rogowaceniu skóry. Miał także przemyte oczka
i wyczyszczone uszy. Wszystkie zabiegi zniósł cierpliwie, lepiej niż niejeden
rozhisteryzowany psiak, choć oczywiście dla bezpieczeństwa miał kaganiec.
Jego przypadek konsultowany był ze specjalistami  chorób zwierząt futerkowych
Wydziału wet w Warszawie. Walczymy, ale Chytrunio przedstawia obraz nędzy i rozpaczy.
Gdyby trafił do nas wcześniej....




Lisek

Lisek

Lisek

Lisek

Lisek

Lisek

Lisek

Lisek

Lisek

Lisek

Lisek

Lisek

Lisek

Lisek

Lisek

Lisek

Lisek

Lisek

Lisek

Lisek

Jeżyk


Jeżyk miał niedobrą przygodę- pewnego letniego wieczora
zagapił się i schwytał go pies. Na szczęście igły zadziałały-
jeżyk żyje, ma się nienajgorzej- jest poobijany, ale nie pokaleczony.
W najblizszym czasie pojedzie do Ośrodka Rehabilitacji jeży
i tam pod kontrolą specjalistów wróci na wolność kiedy to tylko okaże się mozliwe




Jezz

Jezz

Jezz

Jezz

Dzik Sylwester




Dziczek Sylwester wiódłby nadal szczęśliwy żywot
swobodnego dzikiego stworzenia, gdyby nie wypadek-
prawdopodobnie został potrącony przez samochód lub silnie uderzony.
Biedak ma porażenie zadu- wlecze za sobą bezwładne tylne nóżki...
Wymaga skomplikowanej diagnostyki i długotrwałego leczenia specjalistycznego,
którego rezultat jest bardzo niepewny.Ale będziemy walczyć o jego życie
i zdrowie- na razie udało go się odzyskać od osoby która czekała
aż Sylwester osiągnie odpowiednie rozmiary na grilla czy rożen.
Spójrzcie w te cudowne, bystre ślepka- czyż takiego zwierzaka
mozna potraktować po prostu jak mięso?



Aktualności:


Jak wiecie zwracaliśmy się w sprawie Sylwestra do wielu ośrodków rehabilitacji
dzikich zwierząt- wszędzie z tym samym skutkiem- jedyne co mogły nam zaoferować
to eutanazja dzika. Gatunek jest liczny, zwierzę nie będzie mogło samodzielnie żyć-
nikt go nie chce...
Nie poddajemy się. Roztropny, miły i coraz bardziej oswojony dziczek, nasz przyjaciel,
ma prawo do takiego potraktowania jak choćby bezpański pies.
Jest ich bardzo dużo, nikt ich nie chce- ale czy to powód aby pozostawiać je bez pomocy?
pozwalać cierpieć? przerobić na smalec i skórę? SYLWESTER NIE JEST KOTLETEM!!!
Z polecenia umawiamy się na konsultację z wziętym specjalistą we Wrocławiu.
Sama procedura wyznaczania wizyty trwała tydzień. Najpierw argumentacja,
że dzików jest dużo, więc po co takie starania? Przekonuję, proszę- wreszcie
kiedy mój rozmówca dowiaduje się że pokonamy blisko 400 km w jedną stronę zmienia ton,
omawiamy niezbędne badania, umawiamy się na czwartek godz 11. Wstajemy o 4 30,
żeby bez pośpiechu namówić Sylwestra do wejścia do varikennelu dla psa- będzie jechał
osobowym samochodem- i tak koszty paliwa wyniosą ok 350 zł. Busem byłoby 2x drożej.
Bartek rusza, Sylwester cichutki, radośnie ciapka kawałek przysmaku. Po ok pół godziny,
kiedy rozmawiamy przez telefon słyszę dzikie kwiki dziczka-" biedak, tak się boi?"-
" nie, tylko odpakowałem batonik i jem, a on nie dostał...."
Sylwek uwielbia batoniki, pączki i drożdżówki, ale musi się ograniczać,
bo przypominałby kulkę.
Dojechali na czas, choć ledwo, ledwo im się to udało.
I tu zdziwienie: to pan przyjechał?... Umówiony Doktor nie miał czasu nawet rzucić okiem
na Sylwka. Zrobi to kto inny, ale jak skończy dopiero co zaczęty zabieg..Czekają.
Dzik pomału ma już dość. No może nie trzeba było czekać- Pan Doktor nie raczył wykonać
żadnego z umówionych specjalistycznych badań, bo jego zdaniem dzika trzeba uśpić,
a zieloni to mają poprzewracane w głowach i nie wiadomo czego chcą.
Przy czym nie dlatego uśpić, bo cierpi- tylko dlatego że to dzikie zwierzę a nie pies....
No cóż- jakoś nikt nie zwrócił uwagi na to, że Sylwester, wypuszczony z klatki przyjaźnie
pochrząkiwał do wszystkich i próbował kolejno każdego przywitać.
Nie zauważyli uprzejmości dziczka- zbyt byli zajęci pchaniem się za Bartka plecy,
żeby się przed DZIKIM ZWIERZĘCIEM schować...
Burzliwa i niemiła dyskusja przez telefon- wreszcie Pan Doktor godzi się wykonać przynajmniej
rentgen kończyn tylnych i zakłada opatrunek usztywniający- co prawda niczego w sprawie kręgosłupa
nie uściśliliśmy badaniami, ale okazało się że mały ma także odwarstwione
nasady kości piszczelowych.
W trakcie opatrywania Sylwka Pan Doktor, nie zauważywszy że Bartek wszedł na salę powiada
do studentów: Jak ta pani chce tak za wszelką cenę ratować, to wystawimy taki rachunek
za materiały ze aż jej w pięty pójdzie. I poszło, a jakże: 800 zł.
Bardzo dziękujemy, Panie Doktorze. Opatrunek, przypominający pancerz, w którym dziczek mógł
tylko pełzać na leżąco, wart 800 zł, spadł po 2 dobach, mimo iż był przywiązany do szelek,
w które musieliśmy ubrać Sylwestra- ale było kwiku- Sylwek nienawidzi jak go coś trzyma.
 Teraz konsultował go "zwykły" psi ortopeda, za to doskonały specjalista.
Jesteśmy dobrej myśli- nad metodą usztywnienia nóżek popracujemy w przyszłym tygodniu,
zaś badanie neurologiczne wykazało, że porażenia ustąpiły w dużej mierze.
Teraz kontynuujemy rehabilitację.
A o wizycie we Wrocławiu spróbujemy jak najszybciej zapomnieć-
widać pomyliliśmy miłośnika dzików z miłośnikiem dziczyzny.....


grudzień 2014r:

Sylwester ma się coraz lepiej- połamane kości się zrosły, czucie
w kończynach chłopak ma zachowane. Teraz przed nami wielkie wyzwanie-
rehabilitacja. Dziczek uległ wypadkowi jako mały warchlaczek
i od tej pory nie mógł stanąć na nóżki. nauczył się więc,
że ciągnie tylne nóżki za sobą.Co prawda ćwiczyliśmy z nim
codziennie aby nie dopuścić do powstania zaników mieśniowych,
ale niestety tylne kończyny nadal są jeszcze dużo słabsze,
doszło też do przykurczów ścięgien achillesa.
Sylwek początkowo pieklił się wściekle, ale teraz już wie,
ze tak ma być i dzielnie pozwala masować i gimnastykować swoje
świńskie nóżki.Trzeba tylko użyć podstawowego sprzętu rehabilitacyjnego
którym w jego przypadku jest micha kukurydzy zalanej jogurtem lub
serkiem Danio. Ziarna są twarde, więc Sylwek biedzi się z jedzeniem
wystarczająco długo aby był czas na masaże i gimnastykę
Dziczek uwielbia gonitwy po stajni, szarpie i gryzie plastikową butelkę ,
gra nią nosem w piłkę.

Uwielbia gdy go się czochra i drapie.....chrząka wtedy przymilnie,
cały oparty o moje ramię....

A dziś u koni był kowal, więc, poproszony, zajął się też pedicure Sylwestra


Dzik Sylwester grudzień 2014r:




Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik



Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik



Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik



Dzik Sylwester listopad 2014r:


Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik



Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik



Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik

Dzik



Jeż warszawski


Jeż był u kresu wytrzymałości.
W betonowej pułapce warszawskiej ulicy na którą
zabłądził w nocy we dnie panował upał,
nie było wody, jedzenia...

Ktoś potrącił, ktoś zaśmiał się głośno
ze pies tak śmiesznie turla jeża
aby się dobrać do ukrytego pod igłami ciała...
Odwodniony, wymęczony jeż umierał.
Na szczęście znalazł się przytomny człowiek-
właśnie wyjeżdżał z rodziną na działkę do Pomiechówka-
ale- jak powiedział- widok jeża w biały dzień na ulicy
może oznaczać tylko to,że zwierzę jest w poważnych tarapatach
i samo nie da sobie rady. Wpakował więc Jeża do plastikowej
miednicy i zawiózł do naszej fundacji.Jez został zbadany,
nawodniony podskórnymi zastrzykami, otrzyma witaminy B 
i glukozę, antybioityk- słowem ratunek.
Dziś jest już żwawy, ze smakiem spałaszował kocią karmę,
napił się i wypoczywa- zawija się przy tym śmiesznie
w kokon z ligniny. Jutro jedzie na obserwację do
Ośrodka Rehabilitacji jeży w Skierdach
i jesli wszystko będzie dobrze-wraca na wolność



Jez

Jez

Jez

Jez

Jez

Jez

Jez

Jez

Jez

Wiewiórka


Kitka miała niesamowite szczęście- kolizja z samochodem skończyła się
"tylko" raną na głowie i porażeniem kończyn- a przecież z wiewiórek
zwykle zostają na asfalcie tylko futerka.
Zobaczyła ją jadąca do pracy ekspedientka, zatrzymała się
i przewniosła bezwładne zwierzątko na pobocze drogi.
Kiedy jednak wracała po paru godzinach - wiewórka leżała tam nadal,ale żyła.
Tak Kitka trafiła do naszej fundacji.
Wyglądało na to, że szanse przeżycia ma mizerne-
ale podjęliśmy walkę.Kitka była nawadniana zastrzykami,
otrzymywała też środki przeciwzapalne i witaminy z grupy B-
standartowe postępowanie przy zaburzeniach neurologicznych.
Po dwóch dniach na tyle się poprawiła, że można ją było poić strzykawką,
po trzech dniach po raz pierwszy przełknęła półpłynny pokjarm ze strzykawki
( serek waniliowy, który wiewiórki wprost uwielbiają).
Czwartego dnia, jeszcze "pijana", zjadła już sama, coraz sprawniej się poruszała,
aż w końcu dziś wyjechała do specjalistów ze szpitala dla dzikich zwierząt-
warunki jakimi dysponujemy dla odzyskującej sprawność wiewiórki już  nie wystarczą.
Oceniono że Kitka ma się na tyle dobrze, że jutro wyjedzie do woliery
reintrodukcyjnej na Mazury-tam odzyska pełną sprawność i powróci do natury
Happy end? tak, ale nie byłoby go, gdyby pozostawiono Kitkę na szosie bez pomocy



Wiewiora

Wiewiora

Wiewiora

Bocian Klekotek


30 sierpnia jeden z rolników zgłasił nam , że na sąsiedniej posesji spaceruje młody bocian
i ma kłopot z podfrunięciem do gniazda.
O tej porze roku to bardzo niepokojąca informacja- bocianie odloty w toku!

Młodziaka Klekotka udało się na szczęście złapać - miał uszkodzone skrzydło,
najprawdopodobniej wpadł na druty.

Bociek wyruszył w drogę naszym samochodem aż do Bukwałdu k Olsztyna-
znajduje się tam fantastyczny szpital i ośrodek rehabilitacji ptaków dzikich
Fundacji Albatros.
Klekotek uzyskał fachową pomoc- zwichnięty staw został nastawiony, skrzydło opatrzone,
a bociek wraz z innymi przezimuje bezpiecznie...

FUNDACJA WZAJEMNIE POMOCNI
wzajemniepomocni.pl
Kontakt:
Małgorzata 0-602-185-497
Izabella 0-668-78-09-29

Buggs




Aktualnie zając został przewieziony do Ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt w Warszawie na ul prawdziwkowej
Historia zająca:
Bartek wracał k północy z pilnego wezwania- wiózł do Fundacji
dopadniętą przez kleszcze Śnieżynkę z podejrzeniem babeszjozy.

W świetle reflektorów zobaczył na szosie drgający kształt.
To zając potrącony przez samochód, nie mógł się podnieść,
starał się tylko utrzymać wyżej głowę.

W oczach przerażenie i cierpienie, z ucha sączyła się krew...

Łapki wyprężone spastycznie.

Nie mógł tam zostać na pewną śmierć.
Albo by go ktoś przejechał, albo dobił- ot, na pasztet.

Dzikie zwierzę, dorosłe, trudno jest utrzymać przy życiu po urazach-
każde dotknięcie, każde zbliżenie się człowieka to ogromny stres,
który zmniejsza szanse przeżycia.

Buggs dostał w nocy kroplówkę, sterydy i witaminy z grupy B.
Ułożyliśmy go wygodnie na sianku, a klatkę umieściliśmy w zacisznym
kąciku w aptece. Minęła doba- Buggs żyje!!!

Napił się wody, udało mu się przycupnąć na łapkach (wczoraj leżał wyprężony na boku).

Z apetytem zjadł mlecz i trawę z koniczynką.

To dobry prognostyk, chociaż nic jeszcze nie wiadomo na pewno : nasz zajączek ma
poważny uraz głowy, oczopląs, zaburzenia równowagi, liczne otarcia skóry,
ale walczy dzielnie o życie a my go wspieramy.

Jeśli tylko jego stan ustabilizuje się na tyle, że będzie go można przewieźć,
odwieziemy go do któregoś z ośrodków rehabilitacji dzikich zwierząt, bowiem
w myśl obowiązujących w Polsce przepisów nie wolno nam go przetrzymywać
bez zgody Ministra Ochrony Środowiska.

Na razie jednak trzymajcie kciuki za Buggsa- oby przetrwał!
FUNDACJA WZAJEMNIE POMOCNI
wzajemniepomocni.pl
Kontakt:
Małgorzata 0-602-185-497
Izabella 0-668-78-09-29



Buggs

Buggs

Buggs

Buggs

Buggs

Pan Jeż


Maj 2013r.
Zabrany z ulicy przez Bartka.
Pan Jeż został prawdopodobnie pogryziony przez psa/lisa.
Otrzymał w Fundacji podstawową pomoc.
Gdy jego stan się ustabilizował przewieźliśmy go do
Ośrodka Rehabilitacji Jeży w Skierdach.



Pan

Pan

Pan

Myszołów



To myszolow uratowany w Fundacji.
Został przewieziony do doświadczonego sokolnika.
Mamy nadzieję, że w przyszłości będzie ozdobą naszego nieba





Myszol