Wodniczek


WODNIK:Niewielki, młodziutki- bo niespełna roczny Wodnik
ledwo uniknął śmierci.....
Pewnego jesiennego dnia znad rzeki zaczęły dobiegać bardzo 
niepokojące odgłosy- skowyt, charkot,plusk
Pan Krzysztof pobiegł sprawdzić, co tam się dzieje.
Przybył w samą porę. Amstaf który najwyrażniej uciekł komuś,
bo do obroży przypiętą miał jeszcze flexi-usiłował udusić
znacznie mniejszego pieska, który wyrwał się mu ostatkiem sił
i poszukał schronienia w wodzie. Amstaf wywlókł go stamtąd za kark
i pomiatał jak mokrą szmatką. Wodniczek w desperacji wyszarpnął się
i ponownie wpadł do rzeki. był już tak wyczerpany, że ledwo utrzymywał głowę nad wodą.
Było zimno, a wartki prąd sprawiał że Wodniczek ulegał coraz poważniejszemu
wychłodzeniu.Był tak umęczony ucieczką przed amstafem
i szarpaniną  z nim, że nawet już nie starał się wyjść.
Jeszcze tylko głowę starał się wystawić choć troszkę nad wodę...
Pan Krzysztof odpędził krążącego amstafa, wydostał wodnika z rzeki
i prawie konającego przyniósł do fundacyjnej lecznicy.
Psiak miał dosłownie "przeżutą" skórę głowy i szyi, pogryzioną przednią i tylną łapę.
Trząsł się ze strachu, zimna i bólu. Ciepłe koce, płyny, leki wzmacniające-
udało się nam Wodniczka utrzymać po naszej stronie tęczy...
Teraz powoli zdrowieje, ale chyba przygoda z amstafem tak go przeraziła,
że nie chce opuszczać bezpiecznego azylu-klatki.....




Wodniczek

Wodniczek

Wodniczek

Wodniczek

Wodniczek

Wodniczek

Wodniczek

Wodniczek

Wodniczek

Wodniczek

Wodniczek

Wodniczek

Wodniczek

Wodniczek

Wodniczek

Wodniczek

Wodniczek

Wodniczek

Wodniczek

Wodniczek

Wodniczek

Wodniczek